MENU

Szanty

 Shanta - pieśń pracy

 SHANTY - Co to właściwie jest, odpowiedź jest prosta piosenka żeglarska. Ale czy każdy z Was wie, czym naprawdę jest shanta. Shanty to przecież pieśni pracy - rytmiczne i monotonne, jak i czynność, podczas której ją wykonywano. A było to stawianie i zwijanie wielkich żagli rejowych, brasowanie ciężkich rei, pompowanie wody, wybieranie kotwicy, stawianie i pompowanie żagli skośnych i wiele, wiele innych zajęć.
Pieśń pracy marynarza, która posługuje się on jak narzędziem, narodziła się bardzo wcześnie, była znana już w epoce elżbietańskiej, za czasów Magellana i Drake'a. Prawdopodobnie narodziła się w okresie rozkwitu morskiej żeglugi, a więc w XV do XVI wieku. Ukształtował ją ostatecznie wiek XVIII. Z tego okresu historycznego pochodzi jedna z najstarszych szant "Haul on the Bowline". Jednak prawdziwy rozkwit pieśni marynarskich przypada na wiek XIX. Były to czasy szybkich kliprów, rejsów bawełnianych i herbacianych, gorączki złota, irlandzkiej emigracji i żeglugi wokół przylądka Horn. Apogeum szantowego zaśpiewu przypada, więc na wspaniały i jedyny okres w historii żeglugi, który jak na ironię, wyznaczył kres historii wielkich żaglowców. Nadchodził powoli i nieuchronnie wiek pary.
Nazwa szanta (Shanties, Shnaty) - pieśń, którą śpiewa się na dużych żaglowcach dla ustalenia rytmu pracy, pochodzi prawdopodobnie od angielskiego czasownika chant: śpiewać monotonnie, lub od francuskiego słowa chanter lub chantez. To ostatnie jest zniekształceniem pierwszego, a używają go mówiący po francusku Murzyni, których zatrudniano, jako tragarzy portowych w Nowym Orleanie. Tam też, w portach południowych wybrzeży Stanów Zjednoczonych powstaje wiele pieśni pracy, śpiewanych przez robotników portowych. Z czasem przeniesione na pokłady żaglowców zadomowiły się pod ogólnym mianem - SZANTY.
Szanty, jako marynarskie pieśni pracy rozwinęły się z bardzo pragmatycznych powodów. Z przyczyn ekonomicznych z biegiem lat rosły żaglowce i malały załogi, natomiast ciężka praca fizyczna na żaglowcu pozostawała niezmienna. Szanta stawała się więc swoistym narzędziem pracy, bez którego "nie szła" żadna robota na pokładzie. Można sobie wyobrazić taką scenę: człowiek zwany szantymenem (z ang. shantyman) podaje tempo śpiewając jedną czy więcej linijkę tekstu, a załoga, zebrana przy linie czy też kabestanie, odpowiada mu chórem wykrzykując refren, jednocześnie napierając na handszpak, ciągnąc za linę czy też przesuwając dźwignię pompy ręcznej. Sytuacja się powtarza aż do końca pracy - i mamy szantę. Szanty były tak mocno związane z pracą na morzu, że śpiewanie ich na lądzie traktowano jako zły omen.
Zawód szantymena (tak, tak - był taki!) ceniony był niekiedy na równi z profesją cieśli czy żaglomistrza. Na wielu statkach wachty wypożyczały sobie nawzajem szantymena, było to, więc zajęcie w dużym stopniu specjalistyczne Początkowo szantymen otrzymywał nawet wyższe wynagrodzenie niż zwykły marynarz i nie pracował tak ciężko jak reszta załogi - był traktowany podobnie jak bosman, cieśla czy żaglomistrz. Kiedy jednak statki rosły, a załogi zmalały, specjalna funkcja szantymena zanikła i człowiek ten pracował jak wszyscy tyle, że śpiewał. Żeby zachować dech w piersiach, czasem jedynie markował wybieranie lin lub "jechał" na handszpaku. Szantymen nie musiał pięknie śpiewać, ani też grać na instrumencie, choć było to bardzo pożądane. Bardziej od talentów muzycznych załoga ceniła umiejętność prowadzenia ludzi i kierowania wspólnym wysiłkiem, również jego doświadczenie, szantymen znał jak nikt liny i cały takielunek, musiał wiedzieć - na pewno i od razu - co, jak i gdzie poluzować, wybrać i obłożyć i co, i jak przy tym śpiewać. Dobry szantymena powinien mieć też poczucie rytmu, umieć improwizować i dobrą orientacją tego co się dzieje w danej chwili na jachcie, przecież to od niego zależało, czy żagle zostaną postawione na czas, czy reje zostaną zbrasowane odpowiednio szybko podczas zwrotu i nie załapią wiatru z przeciwnej strony, w końcu, czy podczas wybierania talią gejtawy ślamazarny marynarz nie straci palców w bloku. Mówiono: "A song is ten men on the rope" - "Pieśń to dziesięciu ludzi przy linie", podkreślając w ten sposób przydatność szanty podczas zbiorowej pracy. Pokładowym "zaśpiewajłą" zostawał każdy, kto nadawał się do tej roli - zdaniem załogi i oficera. Cechami dobrego szantymena było żeglarskie doświadczenie, wiedza, uznanie w oczach załogi i "tych z rufy" oraz silny, wibrujący głos. Załoga musiała słyszeć szantymena w wichrze i sztormie.
Szanty bywały różne - jak różna bywała praca. I to właśnie według zastosowania dzieli się je najczęściej. Były szybkie - na krótkie pociągnięcia, wolne - do pracy przy obciążonym kotwicą kabestanie dziobowym, i wiele, wiele innych, których nawet nie będę wymieniał.